polski angielski niemiecki
Poniedziałek, 27 marca 2017 r. Imieniny: Ernesta, Jana, Marka
Koncert Doroty Osińskiej w ramach MFMKiO
„21 października 2012 roku. Piękny – jakże ciepły jak na październik – wieczór. Niebo jeszcze różowiało, choć powoli zbierało się już do przywdziania granatowego mundurka. W świetle lamp skrzyły się purpury, złociły żółcie… Pośród szeleszczących liści zmierzałam na koncert w ramach Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Kameralnej i Organowej (…)


 

 

Kiedyś zajrzałam na kanał YouTube pani Doroty Osińskiej – i wsiąkłam na amen. To było jak objawienie (…) Zupełnie jakby stała przede mną nie „śpiewarka”, a wytrawna hipnotyzerka, która tylko sobie znaną siłą wzięła moje zmysły pod swoje władanie (…)

 

Koncert FMKiO

 

Zadziwia filigranową kruchością, delikatnością, a jednocześnie ma w sobie gigantyczną siłę przekazu (…)

 

Koncert FMKiO

Dysponuje nieprawdopodobną wrażliwością, jakąś czarodziejską głębią, bajeczną wręcz melodyjnością oraz prawdziwością i szczerością, która zachwyca, ale i paraliżuje (…)

 Koncert FMKiO

Cała jest muzyką, cała jest poezją. Zupełnie jakby wyszła z jakiegoś poematu, trochę taka nieprawdopodobna i nierzeczywista, niecodzienna, niebanalna, wydarta z kart niedzisiejszości. Skąpana w deszczu liryki i ubrana w suknię poszeptów gwiazd. W ustach zaś mieści moc wszelkich żywiołów – od delikatnego muśnięcia zefirka po zatrważające pomruki groźnego tsunami. Potrafi być najwykwintniejszą słodyczą, aksamitną łagodnością, spokojną, niewzruszoną taflą bez zmarszczki niepogody, by za moment zaryczeć jak tygrysica broniąca młodego, puszystego, bezbronnego skrawka swego serca. Myślę, że cudnie tutaj przenikają i uzupełniają się obie pasje pani Doroty – a więc śpiew oraz teatr. Podczas gry na scenie piękny głos z pewnością pomaga, zaś doświadczenie aktorskie w czasie występu muzycznego eskaluje rozrzucane w przestwór emocje.

Koncert FMKiO

Nurzając duszę w słodkim, ciepłym głosie utkanym z niteczek wielkiej muzykalności, błąkając się pośród zaułków tekstów niczym ulicami miasta obtoczonego ciastem wieczoru myślałam o tym, że faktycznie zdaje się, jakoby piosenkarka – mimo pięknego wieku – „wiedziała już wszystko o samotności, przemijaniu”, egzystencji, beznadziei, nadziei, zwątpieniu, radości, o duszy na ramieniu, motylach w brzuchu, prywatnej pogodzie wewnętrznej, szaleństwie w miłości o rozmiarze XL i narzekaniu (bądź przeciwnie) na świat… I poprzez śpiew rozmawiała o tym z życiem, modliła się z namaszczeniem, dziękczyniła oraz przeklinała błogosławieństwo tegoż misterium.

 

Nieszablonowa, niezwykle sympatyczna osobowość, cudne poczucie humoru i anegdoty sypane jak z rękawa, dobra aura, pozytywna energia oraz bezpośredniość i otwartość były cechami, które otworzyły artystce drogę do serc słuchaczy, słuchaczom zaś ułatwiły odbiór i umoszczenie w sobie tychże – wcale niełatwych, bo głębokich, dojrzałych i przejmujących – utworów. Na tę emocjonalność chyba nikt nie pozostaje obojętny. Artystka wyśmienicie dba o dopieszczanie zmysłów odbiorców, ci ostatni zaś łapczywie chłoną i nostalgię i radość, drgające i kołyszące się w powietrzu, z błogością spijają z jej ust nektar rozkoszy – wyrażanej w języku ojczystym (…) Przy tkliwych  taktach na twarzach malowały się uśmiechy, przy dźwiękach potrącających melancholii kielich „do dusz lepił się smutku klej”. Osobliwa symbioza, bardzo, ale to bardzo przyjemna.

Rozpływając się tak nad Gwiazdą wieczoru zapomniałabym dodać, że nie mniej promiennym ciałem niebieskim był akompaniator, Paweł Stankiewicz. Dźwięki, które czarował z podrasowanego kawałka drewna i kilku strun (bo czymżesz innym jest gitara?) naprawdę robiły wrażenie. Okazało się również, że ten doskonały aranżer ma wiele wcieleń i dzisiejsza, liryczno-akustyczna twarz, to tylko jedna z nich (…)

 

Koncert FMKiO

 

Bis, wstrzymane oddechy, niemilknące owacje na stojąco, żywiołowa reakcja publiczności, rozlewające się po nawach achy i ochy jako wyrazy zachwytów i aprobaty (…)


Wyszłam z koncertu pełna jakiegoś wewnętrznego ciepła, które przez godzinę wlewało się we mnie jak deszcz, co to niby z małej chmury, a taki duży. Czułam się skąpana od małego - podrygującego w bucie – palca, po nasycone uszy. I nie wiem czy to była ulewa olśnienia czy nasiąkałam drobniutkim kapuśniaczkiem podziwu i poważania.

 

Szłam szeleszczącymi jesiennym złotem liśćmi. Wtapiałam się w zamgloną rzeczywistość.

 

Koncert FMKiO

 

Gdy tak szłam - emocje i podekscytowanie buzowały we mnie jeszcze, a ja dumałam: czy w drobnym sercu można zmieścić cały świat?”

 

(AJ)

23-10-2012
Galeria
Szukaj w artykułach
Marzec 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31